Teksty piosenek i romansów.
Po kliknięciu w odpowiednią flagę
(nad ramką po prawej) można przejść
od tekstów w języku oryginalnym (RU)
do przekładów na język polski
autorstwa Tadeusza Rubnikowicza (PL)
www.rosyjskadusza.cba.pl

Teksty

Wolna wola

Słowa: Swietłana Kowalowa. Przekład: Tadeusz Rubnikowicz

Mam rozpaczać, że miłość mnie omija?
Ktoś ma most lub bród, mi nawet los nie sprzyja –
Droga w cierniach, i cień na mej duszy znów legł,
Nawet drogę wąziutką także zasypał śnieg.

Mam rozpaczać, że wędrowania gorzki chleb?
Końmi w mig sto wiorst, choć bezkresny step,
Nie straszna mi wcale żadna przeszkoda,
Wiatr mi bratem też, bo jestem młoda.

Pozostali gdzieś wszyscy ci królewicze,
Szachraje, błazny i carewicze.
Zostawiłam drogę już wyprostowaną
I tęsknotę, za grosze wytargowaną.

Ktoś pod nogi mi rzuci róże białe,
A ktoś złoży też przysięgi śmiałe.
Mam rozpaczać, że wołają - swawolna?
Przecież ze mną jest znów wola-wolna!

Babie lato

Słowa: Swietłana Kowalowa. Przekład: Tadeusz Rubnikowicz

Słońce rozpaliło się o świcie,
Zabarwiając złotem łany zbóż,
Tchnęło w śpiący las srebrzyste życie
Rozświetlając, do wieczornych zórz.
Babie lato - pora nostalgiczna,
Trwoży serce, burzy w żyłach krew.
Dusza, w takich chwilach ekstatyczna,
Wciąż wypełnia ją, to płacz, to śpiew.

Babie lato, babie lato nad polami -
Ozłocony słońcem krótki czas.
Jasnym niebem, razem z żurawiami
Babie lato znów opuszcza nas.

Śmiech tancerek w korowód się wplata,
Wabi, by wraz z nimi w tańcu wić.
W jasnych włosach, w takt babiego lata
Łobuzersko błyska złota nić.
Rzeka skrzy się w księżycowym blasku,
Zasnuwają brzeg srebrzyste mgły,
Śpiew dziewczęcy na krawędzi brzasku,
Z babim latem w dal unosi sny.

Bez niego mi teraz...

Słowa: Swietłana Kowalowa. Przekład: Tadeusz Rubnikowicz

Kare konie zaprzęgaj do sań,
Dzisiaj w domu nie mogę pozostać,
Chcę zapomnieć, że istniał ten pan,
Z którym muszę na wieki się rozstać.
Szybka trojka niech gna niczym wiatr,
Śnieżną drogą, najdalej od ludzi,
Może zamieć przysłoni mi świat
I choć trochę tę miłość ostudzi.

Ziemi pół mi uciekło z pod nóg,
I pół nieba, bez niego, zostało,
Słońca pół nie oświetli mych dróg,
Choćby nie wiem jak mocno starało.

Moja miłość do bólu, do łez,
Dziś dla niego niewiele już znaczy,
Nie przestanę go kochać po kres,
Chociaż nigdy mnie już nie zobaczy.
O mnie jednej wciąż marzył i śnił, -
Tak zapewniał mnie mój ukochany,
Tylko w jednym przede mną się krył,
Że na wieki jest z inną związany.

Ziemi pół mi uciekło z pod nóg,
I pół nieba, bez niego, zostało,
Słońca pół nie oświetli mych dróg,
Choćby nie wiem jak mocno starało.

Kare konie zaprzęgaj do sań,
Dzisiaj w domu nie mogę pozostać,
Chcę zapomnieć, że istniał ten pan,
Z którym muszę najszybciej się rozstać.

Wroniątko

Słowa: Swietłana Kowalowa. Przekład: Tadeusz Rubnikowicz

Kto ja? – Wrona białopióra, i mam własny wroni dom.
Wietrzyk wolny po nim hula, wygwizdując nutkę swą.
Było u mnie białe wronię - taki mały urwis-chwat.
Dorósł, rzucił gniazdko swoje, umknął w świat.

Leć najmilszy ptaku biały, wyżej matki, wyżej chmur,
Wyżej, niźli orzeł śmiały, wyżej, niż łabędzi sznur.
Darowałam tobie niebo, rudych tęcz świetlisty blask,
Darowałam tobie niebo, jasny brzask.

Wkrótce ujrzysz, jak wędrują nad Ojczyzną jasne dni
I jak Ziemię obejmują, skoro świt, srebrzyste mgły.
Poznasz obce okolice, wzlecisz ponad szczyty gór
I rozwikłasz tajemnice jasnych chmur.

Leć najmilszy ptaku biały, wyżej matki, wyżej chmur,
Wyżej, niźli orzeł śmiały, wyżej, niż łabędzi sznur.
Darowałam tobie niebo, rudych tęcz świetlisty blask,
Darowałam tobie niebo, jasny brzask.

W raju

Słowa: Swietłana Kowalowa. Przekład: Tadeusz Rubnikowicz

Nie powiem tobie ani słowa, że tak mi zimno w raju tym,
Coś dla księżniczek go budował, że on nie będzie rajem mym.
Tu się powozem podróżuje do różnych, nieodległych miejsc,
Tu ptak ognisty przylatuje, lecz ptak ognisty niemy jest.

Wspaniały park, jaśminy białe i krwiste róże mamią wzrok.
W nim ptaki, niczym dziwne pawie, z jagód rozkoszy piją sok.
Wokół żeliwne ogrodzenie, lecz nie zamknięte, chcesz, to wierz,
Podejmij więc postanowienie - pozostań tu, lub idź gdzie chcesz.

Nie powiem tobie ani słowa, że tak mi zimno w raju tym,
Coś dla księżniczek go budował, że on nie będzie rajem mym!...
Tu ptak ognisty przylatuje, lecz ptak ognisty niemy jest.

Wróżyłeś z mojej ręki

Słowa: Swietłana Kowalowa. Przekład: Tadeusz Rubnikowicz

Z mej dłoni chciałeś poznać los,
Twój wzrok mi zdradzał pewność siebie,
Gdzieś z dali wabił ptaka głos,
Do nowych prób namawiał ciebie.

Mnie śmieszył wielki zapał Twój,
Dlatego linie zamazałam,
Ulotnej duszy zwiewny strój,
Przed Twoim wzrokiem ukrywałam.

Rumieniec, żądny oczu blask,
A tu rozwaga być powinna,
Los Cię pozbawił wieszcza łask -
I w tym, namiętność była winna.

Gdzieś w dali zamilkł ptaka głos,
W kominku węgle dopalały.
Trzymałeś w rękach swych mój los,
Ale się wróżby nie udały.

Давайте говорить на русском языке

Słowa: Gennadij Malejew

Он мне судьбою дан - не в долг, не на поруки,
Я с ним рождён, хоть от России вдалеке.
И красное словцо ("красивое" - по-русски)
Я так люблю дарить - на русском языке.
Он красным был всегда - при "белых" и при "красных",
В "железный занавес" он не был на замке,
О судьбах дорогих - похожих или разных -
Давайте говорить на русском языке.

Он - храм мечты, где мы - ваятели и паства,
Судьбы он баловень и праведник-аскет.
По-русски Пушкина читать - ведь это счастье
И гордость, что он жив - на русском языке!
Года минувшие, как отслуживший "виллис",
Пусть обретут покой в музейном уголке...
На языке вражды мы все наговорились,
Давайте говорить на русском языке.

Что может быть его понятней и красивей,
Когда течёт - сродни поленовской Oке?!
Во всех концах земли, где нет конца России,
Давайте говорить на русском языке!
Я не твержу, что мой язык других красивей,
Но он течёт - сродни поленовской Oке!
Во всех концах земли, где нет конца России,
Давайте говорить на русском языке!
И в тех концах земли, где нет конца России,
Давайте говорить на русском языке!

Pozwól nacieszyć się mi Tobą

Słowa: Swietłana Kowalowa. Przekład: Tadeusz Rubnikowicz

Stado pożółkłych liści krąży, szukając do spoczynku miejsc,
Jesienny chłód podstępnie dąży, by w związek nasz rozstanie wnieść.
Więc nie obiecuj ukochany, że wkrótce mnie odwiedzisz znów,
Zabierz pierścionek pozłacany i nie trać niepotrzebnie słów.

Pozwól nacieszyć sobą oczy, najdroższy mój od wielu lat,
Za powrót, choćby jednej nocy, oddałabym swój cały świat.
Przeżegnam, zanim ruszysz w drogę, niech Cię ochrania dobry Bóg.
A dusza, jednak, czuje trwogę: czy jeszcze wrócisz na mój próg?

W sznurze korali z jarzębiny, zwiążę dwie nitki, jak nasz los.
Słów najważniejszych i jedynych, zbytecznych też, nie powiem w głos.
Pozwól nacieszyć sobą oczy, najdroższy mój od wielu lat,
Za powrót, choćby jednej nocy, oddałabym swój cały świat.

Kiedy udrękom serce powie stop…

Słowa: Swietłana Kowalowa. Przekład: Tadeusz Rubnikowicz

Kiedy udrękom serce powie: stop,
Wspomnienia zaś ujawnią zakłamania,
Zdumiony wtedy runie nieba strop
Na drogę prowadzącą do rozstania.

W objęciach ciszy nasze echo śpi,
Krzyk pożegnalny skrzepnie skurczem w krtani.
Powiem: „By żyć, potrzebna miłość mi,
Na oddech – wolna wola pozostanie”.

Każdemu z nas los przeznaczenie dał,
Do niego jedna droga życia biegnie.
Miłość początek w prapoczątku ma,
A w każdej dobrej myśli - przedłużenie.

Kiedy udrękom serce powie: stop,
Wspomnienia zaś ujawnią zakłamania,
Powiem: „Nie pora na czynienie prób
Rozstania, czy też może przebaczania.

Kiedy stopnieje śnieg

Słowa: Swietłana Kowalowa. Przekład: Tadeusz Rubnikowicz

Tylko o sobie Twoja dusza śni,
A ja, naiwna, w swym bezpiecznym świecie –
Przypuszczam, że wciąż we mnie życie tli,
Dopóki znicz się u wezgłowia świeci.

I kiedy wiosna wchodzi w moje drzwi,
Zza mórz jaskółka pod mój dach przyleci –
Przypuszczam, że wciąż we mnie życie tli,
Dopóki słońce za mym oknem świeci.

Choć jesteś przy mnie, ale w myślach, nie,
A ja zastygłam w dziwnym błogostanie,
By być jednością, wciąż za dużo mnie,
Oboje wiemy o tym doskonale.

Tylko o sobie Twoja dusza śni
I gdzieś tam w niebie, Twoja gwiazda płynie –
Przypuszczam, że wciąż we mnie życie tli,
Dopóki w piersi mojej serce bije.

Коростели

Słowa i muzyka: Elina Urumowa (Gruzia)

Отсвистели коростели, то ли маета, то ль благодать...
От любови до постели только-то - рукой подать!
От девицы до вдовицы только шаг длиною в жизнь,
Как от жажды до водицы - до колодца продержись!

Просто так пройдусь по полю, просто так утрусь платком.
Знать такая бабья доля - злою стёжкой, завитком!
Просто так на зорьку гляну, что красна, как маков цвет.
Просто так сболтну, как спьяну, будто мне семнадцать лет!

Отсвистели коростели, что в июль метелицей к окну!
Там кому-то мягко стелят, я ж землицы подоткну!
Как верёвочке не виться, всё равно найдёшь конец!
От девицы до вдовицы - пара треснувших сердец!

Просто так пройдусь по полю, просто так утрусь платком..
Знать такая бабья доля - злою стёжкой, завитком!
Просто так на зорьку гляну, что красна, как маков цвет.
Просто так сболтну, как спьяну, будто мне семнадцать лет!

Отсвистели коростели, то ли маета, то ль благодать...
От капели до метели только-то - рукой подать!

Kółeczka

Słowa: Swietłana Kowalowa. Przekład: Tadeusz Rubnikowicz

Wczesny ranek po polach rozgląda się,
Nowy dzień wkrótce zjawi się znów,
Już w mych dłoniach uroczo przeciąga się
Promyk słońca, zbudzony ze snu.
Biała suknia, leciutka jak zwiewny dym,
Kapelusik twarzowy i szal.
Wzdłuż błękitnej zatoki w wolancie mym,
Bystre konie uniosą mnie w dal.

Niech się kręcą kółeczka i niosą mnie,
Wszak niełatwy przede mną dziś szlak.
Ale wiem, nie zostanę na życia dnie,
Będę jeszcze szczęśliwa, jak ptak.
Wspomnę przeszłość i drogi przebytej szmat,
Trudny los szkołę życia mi dał,
Serce pokrył bliznami z upływem lat,
Z moich marzeń zbyt często się śmiał.

Pomknę drogą brzozową przez senny las,
Stado wron zdmuchnie z drzew ciepły wiatr.
Może znajdę stracony przed laty czas,
Może wróci, z młodości mej, świat.

Krótki romans bez słów

Słowa: Swietłana Kowalowa. Przekład: Tadeusz Rubnikowicz

Pierwszy promień znów padł na aksamit kotary,
Jakże pięknie w tę noc słowik za oknem łkał...
Czego szuka i chce, ten kawaler zuchwały,
Który wczoraj, za dnia, na gitarze mi grał?

Cenię własny swój świat. Na samotność nie żalę.
Po co mam mieć rozterki z powodu miłości?
Niepotrzebny mi on, niepotrzebny mi wcale...
Czemu myśli me o nim, i zazdrość w nich gości?

Piękny, mądry, jest w nim dziwny czar... Ach, nieważne.
Dla mnie przecież niegroźny, bo na ludziach się znam.
Krótki romans bez słów, może jest nierozważny,
Ale cóż, dla rozrywki... przy księżycu niech gra.

Zbudowany jak bóg, ma charakter wspaniały,
Mówią, że w pojedynku, nie raz udział już brał.
Czego szuka i chce, ten kawaler zuchwały,
Który wczoraj, za dnia, na gitarze mi grał?

Nie głaskaj mnie

Słowa: Swietłana Kowalowa. Przekład: Tadeusz Rubnikowicz

Nie głaskaj już po głowie mnie, nie czochraj loków ułożonych.
To wszystko już nie bawi mnie, - to wszystko dla niedoświadczonych.
Po śniegu, w przedwieczorny czas, wlokę się bosa, zamyślona,
Nie widzą mnie kolejny raz, nie widzą mnie kolejny raz,
Przez Ciebie jestem zauważona.

Dostrzegłeś mój niepewny trop i, niczym zamieć, dogoniłeś,
Ogniska rozpaliłeś w krąg i wkoło świece postawiłeś.
Jednak, nie czuję ciepła już, udręka duszę wypaliła.
I tylko serce płonie wciąż, i tylko serce płonie wciąż,
Cóż, żałość go nie opuściła.

Jeszcze westchnienia cichy wiew, i jeszcze jedno wspominanie,
I wiatru zew, bezduszny zew i uczuć Twych pierwsze wyznanie.
Nie głaskaj już po głowie mnie…

Nie patrz…

Słowa: Swietłana Kowalowa. Przekład: Tadeusz Rubnikowicz

Nie patrz, gdy mnie gnębi nieprzychylny los,
I na czole znów gości smutku cień.
Poślę w niebo gdzieś przebłagalny głos,
Może gęsi klucz wskaże jemu cel.

Za każdego z was złożę z modłów dar,
Blada niczym śmierć, upadnę na wznak,
Pali ręki kiść rubinowy żar,
Co ja narobiłam, co ze mną nie tak?

Księżycowy blask nam życzliwy był,
Padałam do nóg niczym zwiewny szal,
A gdy ufać Ci już nie miałam sił,
Na Twej piersi swój utulałam żal.

Wszystkich świtów garść i zachodów krew,
Jak należny dar wziął przewrotny los,
Klęcząc, smutkiem swój nasączałam śpiew,
Całowałam krzyż i płakałam w głos.

Nie patrz, gdy mnie gnębi nieprzychylny los,
I na czole znów gości smutku cień,
Prześladuje mnie wron wrzaskliwy głos,
Chociaż wokół nas tętni życiem dzień.

Niepokorna miłość

Słowa: Swietłana Kowalowa. Przekład: Tadeusz Rubnikowicz

Samiuteńki stoisz w polu, dębie, targa tobą wiatr.
Nie ma w sercu mym spokoju, nie ma już od wielu lat.

Gdzie wodopój w rzece czysty, mój bułanek wodę pił,
Spotkał mnie tam chłopak bystry i pokochał z całych sił.

Witaj, piękna nieznajoma, witaj, śliczny anioł mój,
Dokąd wiedziecie ścieżka twoja? Zdradź najdroższa sekret swój.

Zapłonęło liczko moje, serce szybciej stało bić.
Powiedziałam mu, „We dwoje nad rzeczułką raźniej być”.

W młodych sercach się burzyła krew, aż do wieczornych zórz,
A wszystkiemu winna była miłość niepokornych dusz.

Ucisz, dębie, liście swoje, już nie wieje w polu wiatr.
Może wreszcie w serce moje, wróci spokój z dawnych lat.

Jesień - spóźniony listonosz

Słowa: Swietłana Kowalowa. Przekład: Tadeusz Rubnikowicz

Jak spóźnionych listów liści pęk,
Jesień znów rzuciła mi pod nogi.
Mimo, że opuścił mnie już lęk
Zapomnianej dziś życiowej drogi.

Dawno ją na pół podzielił los,
Wielu nowych zdarzeń doświadczyłam.
Przed wagonem, na peronie, w głos
Przeszłość swoją pobłogosławiłam.

Jesień, tak surowo patrzysz,
Pytasz, w czym tkwi szczęście moje?
Jesień, wiele dla mnie znaczysz,
Choć przynosisz nadal listy swoje.

Nie zabiegaj, Jesień, o nic już,
Przeszłość, to nie temat do mych marzeń,
Sprawa listów w moim życiu, cóż,
Dziś należy do najrzadszych zdarzeń.

Jesień, porzuć wobec mnie swój plan,
Dobra, choć szalona intrygantko.
W życiu tym bogatym, ponad stan,
Ja zaledwie skromna emigrantka.

Jesień - spóźniony listonosz

Słowa: Swietłana Kowalowa. Przekład: Tadeusz Rubnikowicz

Serduszko me, nie warto się smucić,
Nie przyjdzie on, nie może wrócić.
Zbrakło mu sił, by wznieść mnie do światła,
Tylko się wzbił, a myślał, że lata.

Mogę się stać rudą lisicą,
Mogę się stać szarą wilczycą.
Znajdę twój ślad, stanę się sługą,
W pusty twój świat wprowadzę drugą.

W siodle, jak wiatr, mkniesz w dal nieustannie,
Nadszedł już czas, a konik twój staje.
Rączy twój koń ulega panice,
Najpewniej on wyczuwa wilczycę.

Wilczycy wzrok z tęsknotą nieznaną,
Przysłonił mrok postać kochaną.

Zmierzch

Słowa: Swietłana Kowalowa. Przekład: Tadeusz Rubnikowicz

Zmierzch zmęczony przysiadł na poboczu,
A przed chwilą jeszcze barwny świat
Takim szczęściem sycił moje oczy,
Jakby trwać to miało wiele lat.
Zmierzch odsłonił w moich rysach smutek,
Przyozdobił w białych pereł sznur,
Dziś pojadę słuchać rzewnych nutek,
Spływających z rozżalonych strun.

Ech, rozhulam się, rozbawię duszę
I smutki swoje przegnam precz.
Dzisiaj wstrzymywać się nie muszę,
A kto się zgorszy, to jego rzecz!

Głuchą noc mam dzisiaj wreszcie za nic,
Niech zapomni o głębokim śnie,
Zbudzi ją cygański, dziarski taniec
Albo „dzwon wieczorny”, kto to wie?
A gdy zorza z młodym świtem wstanie,
Wrzuci w dłoń promyczek, słońca dar,
Pocałunki poślę w zapomnienie,
W sercu zgaszę namiętności żar.

Ja na białej bluzeczce...

Słowa: Swietłana Kowalowa. Przekład: Tadeusz Rubnikowicz

Ja na białej bluzeczce rano dziś
Z Twym imieniem wyszyłam złoty kwiat.
Że do ciebie mknie każda moja myśl,
Słyszał o tym już nawet zimny wiatr.

Kocham Ciebie tak, jak rodzinny próg,
Kocham Ciebie tak, jak odwieczny czas,
Kocham tak, jak wędrowiec jedną z dróg,
Którą w życiu swym przeszedł chociaż raz.

Każdej trawy źdźbłem z niekoszonych łąk,
Każdą wstęgą tęcz z wyciszonych burz,
Każdym szczytem gór, niedostępnym wciąż,
Każdą z leśnych dróg, którą przeszłam już.

Szumem ptasich piór, na bezdrożu chmur,
Świtu senną mgłą i zachodu tłem...
Nie spotkany wciąż, choć poznany już,
Tyś sądzony mi, dawno o tym wiem.

Gdzieś za rzeką dzwon, bije skoro świt
Wieść o nowym dniu śle radośnie w świat.
Ja na białej bluzeczce rano dziś
Z Twym imieniem wyszyłam złoty kwiat.

Przypomnę, jak pachną lewkonie

Słowa: Swietłana Kowalowa. Przekład: Tadeusz Rubnikowicz

Nie przypłyniesz na białym baranku,
Także długo nie przyśnisz się mi.
Ale kiedyś, o jasnym poranku,
Tchnieniem wiatru otworzysz me drzwi.
Wrócisz wreszcie zza mórz granatowych,
Z miast bajkowych, leżących wśród gór.
Amuletem obdarzysz mnie nowym,
Dziwny wachlarz mi dasz, z pawich piór.

Opowieścią z przeszłości uraczysz,
Znaną mi, z czasów kiedyś tu żył.
Dowiem się, ile w życiu mym znaczysz,
I kto zawsze najbliższy mi był.
Ileż pereł błyszczało w koronie
Tej od marzeń - lecz ukradł je ktoś.
I jak łatwo, nieznane mi dłonie
Przed innymi ukryły mój los.

Znów przypomnę, jak pachną lewkonie
Letnią nocą, gdy mknie Wielki Wóz.
I jak zimne tam były pokoje,
W domu, w którym nie było mnie już.
Powiem: „Żal, że przyszedłeś na krótko,
Że nie spełni się wspólny nasz sen”.
Wiem, że będzie bez ciebie mi smutno,
Ale będzie to mój tylko dzień.

Nie przypłyniesz na białym baranku,
Także długo nie przyśnisz się mi.
I jak zwykle, o jasnym poranku,
Znów odejdziesz i nie zamkniesz drzwi.
Wrócisz wreszcie zza mórz granatowych,
Z miast bajkowych leżących wśród gór.
Amuletem obdarzysz mnie nowym,
Dziwny wachlarz mi dasz, z pawich piór.

Ja na szalę kładłam przyszłość

Słowa: Swietłana Kowalowa. Przekład: Tadeusz Rubnikowicz

Nie wypada poślubionej w białej sukni, po kryjomu,
Pośród nocy księżycowej, z mężowskiego czmychać domu!
Po zroszonej trawie, boso, do Cyganów, w głusz stepową,
Z wiatrem w jasnych puklach włosów, grzeszną nocką księżycową.

Skrzypną drzwi, wyjdę ukradkiem, i mój cień przemknie w oddali,
Że na szalę przyszłość kładłam, nierozważną mnie nazwali.

Tam ognisko jasno płonie, dobrą wróżbą sił mi doda,
Przy nim swe ogrzeję dłonie, zniknie z duszy niepogoda.
Tam Cyganka urodziwa pieśnią będzie step czarować,
A ja, prawie jak nieżywa, rzewnie będę jej wtórować.

Skrzypną drzwi, wyjdę ukradkiem, i mój cień przemknie w oddali,
Że na szalę przyszłość kładłam, nierozważną mnie nazwali.

Śpiewaj, że już poślubionej nie wypada po kryjomu,
Pośród nocy księżycowej... Z mężowskiego czmychać domu!

Jabłonka (Nocowały zorze w domu mego smutku)

Słowa: Swietłana Kowalowa. Przekład: Tadeusz Rubnikowicz

Nocowały zorze w domu mego smutku,
Nocowały gwiazdy w cieple moich rąk.
Nie rodziła jabłek jabłoń w mym ogródku,
Plonem popisała się, kiedy zima w krąg.

Jabłka przemroziły się - gatunek to rzadki
I przeobraziły się, mają słodki sok.
Nazwę już nadałam im - zwą się Piotrogradkami,
Najsmaczniejsze staną się na ten Nowy Rok.

Na ziemię sypały się owoce dorodne,
Opóźnionym plonem zachwycały sad.
Moje babie lato było takie chłodne,
Nogi mi owijał winobluszczu pęd.

Jabłka przemroziły się - gatunek to rzadki
I przeobraziły się, mają słodki sok.
Nazwę już nadałam im - zwą się Piotrogradkami,
Najsmaczniejsze staną się na ten Nowy Rok.

Nocowały zorze w domu mego smutku,
Nocowały gwiazdy w cieple moich rąk.
Nie rodziła jabłek jabłoń w mym ogródku,
A opamiętała się, kiedy zima w krąg.

AKTUALNOŚCI
5.12.2014
Afisz na grudzień
  Zapraszam serdecznie:
13.12.2014 - Kino „Sokół”. Sokółka.
...
5.12.2014
Miła współpraca z prawdziwymi profesjonalistami!
Podczas przygotowań nowego programu koncertowego z romansami Swietłany Kowalowej miałam okazję pracować z prawdziwymi pasjonatami swojego...
2009 ©

Wokalistka Faina Nikolas (Фаина Николас) Muzyka, piosenki Mp3,
romans rosyjski, ballady, piosenki liryczne, cygańskie, pieśni ludowe, muzyka rozrywkowa

Rambler's Top100